|
Blog > Komentarze do wpisu
Przyszłość basketu w Ostrowie - vol. III (i trochę o Poznaniu)
W Ostrowie rozpoczęły się półfinały Mistrzostw Polski Juniorów, więc tak jak w przypadku ćwierćfinałów możecie liczyć na parę przemyśleń i uwag zza kulis. Wyniki są tutaj, ale na razie bez tych z Krakowa z turnieju organizowanego przez klub Korona - pod numerem kontaktowym podanym przez PZKosz zgłasza się bowiem ... hotel Korona, a miła pani telefonistka nic na temat turnieju nie wiedziała. Cóż - ciekawe czemu taki numer podali organizatorzy i czy ktoś takie rzeczy sprawdza?
Na wstępie parę zdań o finale MP dziewcząt w tej samej kategorii. W czwartek widziałem świetny mecz gospodyń - MUKS-u Poznań z VBW GTK Gdynia. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale na początku czwartej kwarty gdynianki miały bodaj 7 punktów przewagi. Niestety straciły już bardzo skuteczną Małgorzatę Misiuk (18 pkt w 21 minut), która zrobiła sobie sporą krzywdę w nogę i musiała przesiedzieć resztę spotkania obłożona lodem. W związku z tym większość akcji należała do Agnieszki Modelskiej, a ta chwilami trafiała z niewiarygodnych pozycji, a chwilami pudłowała raz za razem. GTK miało już jednak wspomnianą przewagę, lecz nie poradziło sobie z rozgrywajacą z Poznania Iwoną Szarzyńską, która w samej czwartej kwarcie zdobyła 21 punktów trafiając cztery trójki z rzędu, co dało MUKS-owi prowadzenie. Niesamowite. MUKS wygrał 87:79. Najdziwniejsze jednak co stało się w tej grupie w innych meczach. Pierwszego dnia Wisła Kraków została rozgromiona przez MUKS 61:98, a GTK ograło minimalnie SKS 12 Warszawa 59:56. Drugiego dnia oprócz meczu MUKS-GTK odbyło się spotkanie Wisła-SKS 12 wygrane przez ... Wisłę 92:58. Chyba nie tylko ja początkowo myślałem, że ktoś odwrotnie wpisał wynik. A ostatniego dnia to samo GTK, które miało obrońców tytułu MUKS na widelcu uległo Wiśle 54:66 i odpadło z rywalizacji. Kobiety, nawet takie młode, są jak widać baaardzo zmienne:) Przejdźmy więc do dzisiejszych męskich pojedynków w Ostrowie. Na dzień dobry Sportino Inowrocław grało z Wisłą Kraków. Po wynikach ćwierćfinałów (trzy pewne wygrane Sportino, awans Wisły z drugiego miejsca i porażka 30-ma ze Śląskiem Wrocław) faworytem wydawali się gracze z Inowrocławia. Początek na to wskazywał, bo prowadzili już dziesięcioma punktami, a rywale wyglądali jak "dzieci we mgle". Gdy jednak pierwsze mocne uderzenie Sportino minęło, Wiślacy wzięli się do roboty. Do przerwy prowadzili 40:33, w trzeciej kwarcie mieli mały przestój i przeciwnik ich dogonił, ale wtedy popis dał niejaki Marek Szumełda-Krzycki (numer 11, 12 punktów po przerwie) i Biała Gwiazda zwyciężyła 85:69. Oczywiste nadużyciem będzie określenie, że wspomniany gracz był autorem sukcesu, ale jestem naprawdę pod dużym wrażeniem jego umiejętności. Dryblingiem kilka razy powkręcał rywali w podłogę, a i kilka podań pierwsza klasa. Nie ma co się jednak dziwić, bo to podstawowy rozgrywający reprezentacji Polski U-16, która w ubiegłym roku wywalczyła awans do Dywizji A. Teraz ma 17 lat i z rok starszymi przeciwnikami radzi sobie naprawdę nieźle. Gdyby jeszcze tak miało nieco lepszy rzut, to już byłoby kompletnie super. Oprócz niego warto wyróżnić braci Czepczyków - Daniela (nr 6) i Pawła (nr 14). W sumie mieli 30 punktów i 21 zbiórek. Po prostu rządzili pod deskami, a co ważne dla wysokich potrafią też rzucić z półdystansu. Ich sporo ponad 200 cm to było za dużo dla Sportino, bo w tej ekipie za centra robił momentami niski skrzydłowy Hubert Wierzbicki (z tej samej kadry co Szumełda), na codzień koszykarz pierwszoligowej ekipy, która właśnie awansowała do ekstraklasy, gdzie jak na 17-latka grywał naprawdę sporo. minut. Przeciwko Wiśle był najlepszym strzelcem swojej ekipy, choć sporo punktów narzucał w końcówce przy dużej przewadze rywala. W defensywie radził sobie całkiem nieźle jak na różnice wzrostowe i miał w samej tylko pierwszej kwarcie 3 bloki (wg statystyk 0 - hmmm?). Poza tym koledzy nie bardzo mu pomagali. Rozgrywający Kamil Stężewski (nr 10) trafił tylko 4 z 19 rzutów z gry i to większość na początku spotkania podobnie jak Bartosz Pochocki (nr 11). Zresztą całe Sportino było bardzo nieskuteczne i bardzo nastawione na rzuty z obwodu (co przy ich warunkach fizycznych w sumie nie dziwi). Drugi mecz, czyli Stal - Spójnia stał na o wiele niższym poziomie - szczególnie do przerwy. Jeszcze w rozgrywkach strefowych Spójnia wygrała ze Stalą, więc spodziewałem się emocji i dobrej gry tych pierwszych. Nic z tego. Stargardzianie to moim zdaniem najsłabsza ekipa tej imprezy. Nie wiem ile było w pierwszej połowie podań w ścianę, ale dość sporo:) To wszystko niezbyt dobrze świadczy o gospodarzach, którzy w pierwszej połowie grali naprawdę katastrofalnie. Może to tylko trema związana z poziomem rozgrywek? W każdym bądź razie po przerwie było już lepiej, ale tylko nieco lepiej. Nieźle grał rozgrywający Jakub Kowalski - tym razem wyjątkowo w pierwszoplanowej roli jako strzelec. Trochę schowany był Michał Kaczmarek, który lubi sobie porzucać, a miał tylko 6/12 z gry. Za to jego kolega snajper Marcin Dymała tradycyjnie, czyli dużo rzutów (11/23) i dużo punktów (24), ale niecałe 50% z gry to wcale nie jest taki zły wynik. 33% wszystkich rzutów drużyny to nieco gorzej brzmi, choć chyba zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić ;-) A przy Stali nie sposób nie wspomnieć o Mikołaju Gilarskim (nr 7) - 11 zbiórek, w tym 7 w ataku. Chłopaki dla własnego dobra pamiętajcie, że nie zawsze będzie tak zbierał, bo w takiej Wiśle są nieco wyżsi podkoszowi :) To by było tyle na dzisiaj. Jutro powinno być ciekawiej. Mam nadzieję przynajmniej... piątek, 16 maja 2008, wojczyn
|