Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)
Blog > Komentarze do wpisu
Jedenastka pekińskich igrzysk
Igrzyska w Pekinie zakończyły się zaledwie trzy dni temu, choc mi osobiście wydaje się jakby minęło dużo więcej czasu. W głowach zostały rekordy Bolta i złota Phelpsa, ale też wiele innych rzeczy. Postanowiłem przelac na klawiaturę te najbardziej pamiętne momenty. Niekoniecznie największe zwycięstwa czy sukcesy naszych, tylko to co akurat zapadło mi w pamięc. Oto moja jedenastka igrzysk olimpijskich w Pekinie. Kolejnośc przypadkowa.

ZŁOTY GOL HANSENA

Po dwóch kolejkach fazy grupowej turnieju piłkarzy ręcznych Dania była w fatalnej sytuacji. Przegrała z Koreą Południową i zremisowała z Egiptem, czyli przed rozpoczęciem imprezy najłatwiejszym do ogrania duetem. Trzeci mecz rozgrywała z Rosją i nie szło Duńczykom najlepiej. Długo przegrywali, a w ostatniej minucie na 24:23 dla Rosjan trafił Wasilij Filipow. Wyrównał Joachim Boldsen, a po chwili Duńczycy mieli szansę zdobyc zwycięską bramkę. Nie udało się, ale dostali rzut wolny z około 8 metrów z lewego skrzydła już po czasie. Krótkie wyjaśnienie - w takiej sytuacji w 99,999999999999999999999% przypadków rzut jest nieskuteczny. Zawodnik może rzucic bowiem nie odrywając stóp od podłogi, przed nim stoi kilkuosobowy mur rywali, a w bramce oczywiście bramkarz. Tymczasem jakimś cudem Mikkelowi Hansenowi się udało. Zobaczcie sami.



WYWIAD Z TOMKIEM MAJEWSKIM

Tomasz Majewski zdobył dla nas pierwsze złoto w Pekinie w pchnięciu kulą. A po zawodach udzielił przezabawnego wywiadu dla TVP. Reporter bardzo podekscytowany, a Majewski ze stoickim odpowiadający na pytania. To po prostu trzeba zobaczyc.



0,05 SEKUNDY JULII MICHALSKIEJ

Nasza jedyna wioślarka na igrzyskach leciała do Pekinu z zamiarem awansu do finału. Cel został zrealizowany i nawet ostatnie, 6. miejsce w finale nie sprawiło Julii Michalskiej dużej przykrości. Pewnie dlatego, że w półfinale spisała się świetnie. Chyba jeszcze nie zdarzyło mi się tak emocjonowac wioślarstwem. Przychodzę do pracy, patrzę na zegarek, a tu za chwilę ma byc wyścig skiffistek. Zanim znależliśmy TVP Sport, to już były w 1/4 dystansu. 500 m przed metą Julka miała niemal półtorej długości łódki straty i razem z kolegą uznaliśmy, że niestety finału nie będzie. Jakieś 250 m później Michalska zaczęła się zbliżac do rywalki z Nowej Zelandii wprost "pożerając" różnicę między łódkami, aż w końcu na metę wpadła tuż przed niejaką Emmą Twigg. Nie ma w internecie wideo z tego wyścigu, więc wklejam krótki tekst z PS autorstwa Darka Leśnikowskiego.

Przesądziło pięć setnych

Perfekcyjny finisz w wyścigu na 2000 m i przewaga 0.05 dały Julii Michalskiej awans do sobotniego finału jedynek. – Półfinał rozegrała perfekcyjnie. Wytrzymała tempo Nowozelandki i na końcu ją ograła. To wielki sukces – mówił podekscytowany Ryszard Stadniuk, prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, który ostatnio po wiosce olimpijskiej wokół biało-czerwonego bloku może chodzić dumny jak paw. Dla poznanianki czołowa szóstka na mistrzostwach świata była dotychczas nieosiągalna. Wczoraj jednak swój półfinałowy wyścig popłynęła fantastycznie. Dwie rywalki: Jekaterina Karsten z Białorusi i Bułgarka Rumjana Nejkowa były poza jej zasięgiem, więc kluczowe było pokonanie Emmy Twigg z Nowej Zelandii i Sophie Balmary z Francji, które w ostatnich MŚ zajęły miejsca 6 i 7, tuż przed Michalską. – Na starcie byłam dobrze ustawiona: między Bułgarką a Nowozelandką. W pewnym momencie nie udało mi się utrzymać z nią kontaktu. Cały czas miałam jednak w głowie słowa trenera, że Twigg nie ma finiszu, a ja tak. „No, ciekawe, kiedy ostatni raz miałam?” – pomyślałam sobie. Ale postanowiłam poczekać do ostatniej pięćsetki i okazało się, że finisz rzeczywiście jest! – mówiła zawodniczka Trytona Poznań.
DARIUSZ LEŚNIKOWSKI z Pekinu

GEOR & GIA

Przeglądając wyniki siatkówki plażowej, którą nie interesuję się nałogowo, ale na którą lubię czasem popatrzec (w przeciwieństwie do wersji halowej) zainteresowałem się jedną z par wpisaną jako GEOR/GIA (GEORGIA). Wydawało mi się, że ktoś na stronie oficjalnej igrzysk popełnił pomyłkę, bo klikając dostawałem nazwiska dwóch Brazylijczyków. Śmieszny błąd. Tak to wyglądało. Ale jakieś dwa dni później trafiłem w Reutersie na artykuł dotyczący reprezentantów Gruzji. Otóż okazało się, że w 2001 roku jeden z działaczy wpadł na pomysł przyznania obywatelstwa Brazylijczykom drugiego sortu nie mającym szans na reprezentowanie swojego kraju. W ten sposób Gruzja miałaby szansę zaistniec w tej dyscyplinie sportu. Renato Gomes i Jorge Terceiro wybrani przez zatrudnionego w tym celu trenera przyjęli propozycję i jak to Brazylijczycy mają w zwyczaju wybrali sobie pseudonimy. Gomes nazwał się "Geor", a Terceiro "Gia". Bardzo oryginalne, po prostu fajny pomysł. Żeby było śmieszniej ich rodaczki Cristine Santanna i Andrezza Martins to teraz "Saka" i "Rtvelo", a Sakartvelo to Gruzja w miejscowym języku. W Pekinie Geor & Gia wygrali tylko jeden mecz w grupie i ledwo awansowali dalej, ale potem zrobili prawdziwą furorę. Najpierw w trzech setach ograli Austriaków Dopplera i Gartmayera, a w cwiercfinale 21:19, 21:19 pokonali Holendrów Nummerdora i Schuila. Ponoc obydwie przeciwne pary są notowane sporo wyżej. W walce o medale brakło umiejętności i Geor-Gia zakończyli turniej na czwartym miejscu. Mimo to sympatię pewnie nie tylko moją sobie zaskarbili. A szczególnie zapamiętam jedną akcję ze spotkania z Holendrami. Atak Terceiro był na tyle silny, że rywal odbił piłkę w siatkę. Gomes odwrócił się do widownii i zaczął zachęcac ją do dopingu. Tymczasem drugi z Holendrów cudem uratował piłkę po odbiciu się od siatki tuż nad ziemią, a pierwszy z nich przebił ją na drugą stronę i Terceiro nie miał możliwości nic zrobic. A Gomes w tym momencie bawił się z publiką. Świetne ujęcie było w telewizji - Gomes tyłem do kolegi, który leży na ziemi i Holendrzy przybijający sobie piątkę.

BOLT NA 100 M

Usain Bolt po prostu zmiażdżył rywali w finale biegu na 100 m. Przebiegł dystans w 9,69, a mógł jeszcze szybciej, bo przed metą zwolnił ciesząc się z sukcesu. Niżej jeden z niewielu filmów z tego wydarzenia w necie.



5 WPADEK KUCZYŃSKIEGO

Do Pekinu poleciało kilku naszych kolarzy torowych bez wielkich szans na wysokie miejsca. Oczywiście poza Rafałem Ratajczykiem w wyścigu punktowym, ale nie o nim chcę napisac. Kamil Kuczyński startował w sprincie drużynowym i keirinie. I aż pięc razy odpadał. Trochę niewiarygodne, a jednak. Tzn. technicznie rzecz biorąc to odpadł oczywiście dwa razy, ale tak naprawdę regulamin/decyzje sędziów pozwalały mu jechac raz jeszcze. Najpierw w sprincie drużynowym Kuczyński przewrócił się (pierwsza wpadka), ale nasi zgodnie z przepisami dostali prawo do jeszcze jednego występu. I za chwilę jeden z naszych, tym razem chyba nie Kuczyński przekroczył linię wewnętrzną. Dyskwalifikacja (druga wpadka). W keirinie było nie lepiej. W eliminacjach odpadł i trafił do repesaży (trzecia wpadka). Tam jechał z Holendrem Theo Mulderem i przegrał (czwarta wpadka). Tyle, że rywala zdyskwalifikowano i nasz trafił do półfinału, gdzie przewrócił się i został wykluczony(piąta wpadka). No i na koniec zajął ostatnie miejsce w finale B. Ufff. Oczywiście nie mam nic osobiście do sympatycznego zapewne Kamila, ale pięc wpadek jednego kolarza na jednych zawodach to naprawdę niezły wynik. W eurosportowskim Watts (na końcu wpisu) znalazł się dwa razy.

FINAŁ SZPADY

Polacy dotarli do finału turnieju drużynowego szpadzistów i dzięki temu zapewnili sobie medal. Pierwszy nasz medal w Pekinie. I zaczęły się cuda. Co prawda o szermierce mam podobne zdanie jak para z blogu Supergigant, ale jako, że pierwszy medal, to obejrzałem tenże finał. Ale jeszcze przed nim w polskim składzie doszło do zmiany z bardzo praktycznego powodu - by rezerwowy też dostał stypendium olimpijskie. W walce o złoto Polacy przegrywali wysoko i Francuzi chcieli dokonac podobnego manewru (wcześniej widocznie się bali ryzykowac). By można zrobic zmianę w szermierce, zawodnik musi byc kontuzjowany. Francuz udawał uraz ręki, ale sędziowie na wejście rezerwowego się nie zgodzili. I wtedy nasz reprezentant zaczął symulowac walkę, nie atakował rywala. Wyglądało to tak, jakby nie chciał skrzywdzic przeciwnika. Tymczasem później sam wyjawił, że chciał po prostu Francuzom zrobic na złośc. Zmiany byc nie mogło i rezerwowy Francuz nie dostanie stypendium. I z jednej i z drugiej strony zachowanie trochę niefair. Dodatkowo to chyba najmniej zacięty finał w całych igrzyskach.

FINAŁ KOSZA

Poezja koszykówki. Emocje, efektowne akcje, znakomici zawodnicy. Finał turnieju koszykarzy był po prostu znakomity, ale o tym pisałem wcześniej, więc powtarzał się nie będę.

COMEBACK JASONA LEZAKA

Jedyny złoty medal Michaela Phelpsa nie wywalczony do końca przez niego. W sztafecie 4x100 m stylem dowolnym Amerykanie mieli dużą stratę do Francuzów. Jason Lezak płynął na ostatniej zmianie z Alainem Bernardem. I dokonał rzeczy niemal niemożliwej. Nikt już nie wierzyl w wygraną USA, ani komentator amerykański, ani Przemysław Babiarz, ani komentatorzy Eurosportu, ale Lezakowi się udało. Dwie wersje wideo: amerykańska wersja i polska ze świetnym "Boże!!!" Babiarza na mecie.

FINAŁ SKOKU, ZŁOTO BLANIKA

Leszek Blanik długo czekał na szansę zdobycia tytułu mistrza olimpijskiego i ją wykorzystał. Cztery lata temu w Atenach nie mógł wystąpic, teraz spisał się świetnie. Co prawda skoki nie były idealne, ale rywale mylili się bardziej. Marian Dragulescu po pierwszej znakomitej próbie w drugiej niemal wbił się w podłogę. Dla Blanika brawa potrójne, jeśli wziąc pod uwagę w jakich warunkach się przygotowywał. Już niemal słynna jest przecież sala gimnastyczna, w której by wziąc rozbieg, musiał otwierac drzwi na korytarz.

FINAŁ SKOKU WZWYŻ KOBIET

Panie skakały w przerwach między finałami sztafet 4x400 m, więc oglądałem przypadkowo, a wyszło niesamowite widowisko. Faworytką była Blanka Vlasic, od dawna niepokonana. Przez długi czas w finale (konkretnie 203 cm) nie miała żadnej zrzutki. Tymczasem Tia Hellebaut, Belgijka w okularach na każdej wysokości miała małe problemy i za każdym razem po udanej próbie niesamowicie się cieszyła. Na 205 cm w końcu zaliczyła w pierwszej próbie.



Chorwatka pierwszy raz tego wieczoru strąciła, a po dłuższej chwili nie wytrzymała presji na 207 cm. Po dwóch jej zrzutkach i jednej Belgijki przyszła kolej na drugie podejście tej ostatniej. Hellebaut zaryzykowała i przeniosła na 209 cm. Słusznie, bo Vlasic mając krótszą przerwę między skokami nie dała rady wykonac decydującej próby udanie. Sensacyjne złoto pojechało do Belgii.

Ulala. Dobrnąłem szczęśliwie do końca. Bardzo subiektywne to zestawienie, ale takie miało byc w założeniu. Może ktoś poza mną przeczyta całośc?

P.S.

Jeśli ktoś dotarł tutaj to w nagrodę trzy części olimpijskich Wattsów z Eurosportu, czyli najzabawniejsze fragmenty transmisji.





środa, 27 sierpnia 2008, wojczyn
Komentarze
Gość: Bzyk, igate2.mn.man.de
2008/08/28 09:30:37
calkiem niezle podsumowanie, ja bym dolozyl feneomenalny wyscig naszej czworki podwojnej

pozdr