|
Blog > Komentarze do wpisu
Trzy fenomeny czy efemerydy?
Znowu był ponad tydzień przerwy. Przedświąteczne zamieszanie i takie tam inne sprawy. Liga pędzi jak szalona, mecze są dzień w dzień. Prawie jak w NBA. Krótki zarys tego co się działo - Pomorze w natarciu. Kotwica Kołobrzeg i AZS Koszalin są niepokonane od kilku spotkań i zadomowiły się w ścisłej czołówce. Razem z Polpharmą Starogard Gdański to trzy rewelacje sezonu. Czy mają realne szanse w rywalizacji o medale z Anwilem, Turowem i Prokomem? Czy to trzy fenomeny czy tylko trzy efemerydy?
Nie da się ukryć, że pomimo świetnych występów wspomnianego tercetu, każdy z tych zespołów ma problemy, z którymi musi uporać się przed play-off. W prowadzącej w tabeli Kotwicy główny kłopot trenera Sebastiana Machowskiego to ... Julien Mills. Tak tak - wkomponowanie Amerykanina z powrotem w znakomicie spisującą się drużynę to nie lada wyzwanie. Jako, że Mills to najlepszy strzelec o dużych indywidualnych umiejętnościach (chyba największych w całej ekipie), to odsunięcie go na boczny tor zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem. Sam jego powrót odbierze po 15 minut Pawłowi Kikowskiemu i Brandonowi Crone'owi. Przynajmniej o tyle mniej obaj grali przed kontuzją kolegi. Duża strata zważywszy na to jak obaj - szczególnie Polak - prezentowali się w ostatnich tygodniach. 22-latek ma w pięciu meczach bez Millsa 17 punktów i 3.8 asysty. Wynik lepszy niż Amerykanina, a osiagnięcia Kotwicy korzystniejsze. Ale czy Mills odda koledze rolę lidera? Czy trener Machowski będzie umiał go do tego przekonać? Czy w ogóle będzie chciał? Oto pytania na Nowy Rok w Kołobrzegu. Chyba jeszcze większe wrażenie niż Kotwicy robią wyniki AZS-u. Gdyby nie fatalny start jeszcze za panowania Dariusza Szczubiała to AZS byłby teraz zdecydowanie na pierwszym miejscu liderem. Pod wodzą Jeffa Nordgaarda ma bilans 10-2, a we własnej hali jest nie do pokonania. Szkoda tylko, że dzieją się tam różne, dość dziwne rzeczy. Sytuacja z atakiem Saso Filipovskiego na kibica (bo wbrew temu co napisała w komunikacie PLK członek stowarzyszenia AZS nie działał w imieniu klubu) wcale nie jest taka jednoznaczna jak próbuje się ją przedstawiać. Trener Turowa oczywiście nie powinien zachować się w taki sposób, ale jestem przekonany, że "nieszczęsna ofiara" wcale nie była niewinna. Jakoś bardziej niż jego zapewnieniom wierzę relacjom zawodników Turowa. A ci mówią, że Filipovski (i jego matka) został zezwany i poniosły go nerwy. Osobiście nie wiem jak bym się w takiej sytuacji zachował. I jeszcze jedna sprawa - byłem parę razy w Koszalinie i z doświadczenia wiem, że w korytarzu prowadzącym do szatni "kręcą się" różne osoby, nie tylko te uprawnione. Może od mojej ostatniej wizyty ochrona stała się czujniejsza, ale szczerze wątpię. A kara dla Filipovskiego? 3 miesiące to mała przesada. Nawet mimo tego, że porównania do ciosów Milana Gurovica i Chrisa Danielsa są niezbyt adekwatne. Widać jednak, że liga postanowił w tym sezonie być wyjątkowo ostra. Kontrowersyjnych wydarzeń w Koszalinie było więcej. Na szczęscie historia z obrzucaniem popcornem koszykarzy Kotwicy Kołobrzeg w trakcie spotkania z Polpharmą Starogard Gdański okazała się tylko niegroźną, zabawną anegdotą. Ale w sprawach czysto sportowych też działy się cuda. W decydującej akcji meczu z Turowem Igor Milicić biegł po aucie, a stojący tuż obok sędzia tego nie widział. Niewiarygodne. Nie mniej niż jeden punkt Atlasa Stali zgubiony w trakcie spotkania z ostatniego weekendu. Przy stoliku siedzą cztery osoby i żadna z nich nie zauważyła, że Krzysztof Szubarga trafił rzut osobisty? Błąd można było naprawić w przerwie, ale komisarz upierał się ponoć, że rzut był niecelny. Toż to jakiś ponury żart. Jak takie rzeczy mogą zdarzać w profesjonalnej koszykówce na oczach 2000 widzów? Tu błąd, tam błąd i powstają teorie spiskowe dotyczące sukcesów ekipy z Koszalina. A przecież akademikom naprawdę należą się brawa, bo z posiadanego składu Nordgaard wyciska niemalże maksimum. George Reese, Dante Swanson, Javier Mojica to świetni gracze o uznanej klasie. Igor Milicić znakomite przedłużenie myśli trenera. Ale - z całym szacunkiem dla nich - Przemysław Łuszczewski, Łukasz Diduszko, Paweł Bogdan, Adam Metelski, Ime Oduok czy nawet Paweł Mróz i Grzegorz Arabas w naszej lidze nigdy wybitnymi postaciami nie byli. Tymczasem w AZS-ie pełnią bardzo ważne role. Łuszczewski i Diduszko grają po 20 minut, a w poprzednich latach pierwszy ze swoimi zespołami walczył o utrzymanie, a drugi w ekstraklasie debiutuje. Metelski w Poznaniu praktycznie nie dostał szansy (a gdy wychodził to grał kiepsko). Tymczasem w Koszalinie w 3 meczach ma średnio w 11 minut 4 punkty oraz 3.3 zbiórki. I nagle okazał się przydatny. Oduok niespodziewanie robił co chciał z Rolando Howellem (który może był na kacu?), a wcześniej z podkoszowymi z Sopotu. Kto by się spodziewał, że ekipa złożona z takich graczy będzie postrachem ligi? Tylko czy sprawdzi się w play-off? Mimo wszystko ciężko to widzę... Choćby dlatego, że AZS-owi nieco gorzej idzie na wyjazdach. W walce o medale musi zdobywać obce hale - i to te najtrudniejsze do zdobycia. Zespół z Koszalina tymczasem był bez szans w Sopocie i Świebodzicach, wymęczył sukces w Inowrocławiu, pokonał zajęty zmianą trenera Basket Kwidzyn, a na samym początku pracy Nordgaarda skorzystał z zaskoczenia co wystarczyło do ogrania Kotwicy w Kołobrzegu. I na koniec Polpharma. Najmniej porażek z trójki niespodzianek, ale czy z największymi szansami w kilkumeczowej serii np. z Anwilem lub Turowem? Zespół ze Starogardu kładzie duży nacisk na defensywę, w której wszyscy pracują niebywale intensywnie. Czy w przypadku 5 spotkań w 10 dni nie zabraknie zawodnikom sił? Drużyna teoretycznie jest dobrze przygotowana do rozgrywek i ma długą ławką rezerwowych. Będzie miał jeszcze dłuższą, gdy pojawi się następca odesłanego do Słowenii Nejca Glavasa. Ponoć ma to być dobrze w Polsce znany, który spędził w naszej lidze kilka sezonów. I może okazać się kluczowym graczem, bo zmiennika dla Courtneya Eldridge'a chyba najbardziej brakuje trenerowi Mariuszowi Karolowi. Gdy za rozgrywanie zabiera się Erick Barkley to nie wróży najlepiej Polpharmie, bowiem były koszykarz Portland Trail Blazers lubi sobie porzucać. A tej ekipie potrzeba kogoś od rozdzielania piłek. I lepiej, żeby nie był to zwolniony właśnie z Jarosławia były podopieczny Karola Brandun Hughes. Mam nadzieję, że taki pomysł nikomu w Starogardzie nie przyjdzie do głowy, chociaż kto wie? To nagła decyzja kadrowa w Zniczu i może plany Polpharmy się zmienią. Ale przecież strzelb tam jest naprawdę sporo. A Hughes jako zmiennik w zespole marzącym o medalu nie sprawdził się chociażby w ostatnim sezonie w Ostrowie. Trzy miesiące przed play-off jeszcze ciężko wyrokować na temat szans AZS-u, Kotwicy i Polpharmy, chociaż na ich sukcesy wielu patrzy teraz z niedowierzaniem i pobłażaniem uważając, że Turów, Prokom i Anwil i tak skończą na czele. Niezależnie jednak od tego, które miejsca zajmie po rundzie zasadniczej pierwsza trójka jednego moim zdaniem trzeba być pewnym już teraz. Może i poziom ligi się obniżył, ale tak emocjonująco play-offy dawno się nie zapowiadały. środa, 24 grudnia 2008, wojczyn
|