Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)
Blog > Komentarze do wpisu
Polemicznie o gonieniu zająca
Przeczytałem wpisy Łukasza Ceglińskiego i Michała Świderskiego (nie, nie tego ze Sportino) na temat przepisu nakazującego młodzieżowcom grę w drugiej kwarcie. Piszę "młodzieżowcom" chociaż 22-latek to już - jak słusznie zauważył Łukasz - nie młodzieżowiec. Ale takie uproszczenie się przyjęło w tym sezonie na określenie zawodnika z rocznika 1986. W każdym bądź razie ciśnie mi się na klawiaturę polemika.

Zacznę od zacytowania samego siebie sprzed kilku miesięcy. Oto co pisałem o tym pomyśle tuż po jego wprowadzeniu:

Moim zdaniem to kompletnie poroniony pomysł. Może jeszcze (za Dimyczem z forum basketa) oznaczmy tych młodych jakąś opaską na ręce? Czy przez te dziesięć minut we wczesnej fazie widowiska stojąc większość czasu jako pionek na boisku nagle ktoś się wypromuje? Rozmawiałem z jednym z młodych zawodników, który teoretycznie mógłby na tym skorzystać, ale stwierdził: "To wszystko to pójście na skróty. Taniej niż zainwestować pieniądze w ośrodki szkoleniowe, w szkolenie trenerów i zawodników." I ma rację. Nie wiem czy ktoś w PLK naprawdę wierzy, że to da jakieś wielkie wyniki czy zachłysnął się przypadkiem Pawła Kikowskiego?

Minęło pół roku, pół sezonu i zdania nie zmieniam. Świder ciągle podpiera się przykładem Adama Waczyńskiego. Odłóżmy na bok dyskusję o tym ile skorzystał torunianin i o tym czy go chciano czy nie w Sopocie przed sezonem. Dla mnie oglądanie przeszkadzających w grze koszykarzy w kilku innych ekipach jest dostatecznym argumentem przeciw sztucznym przepisom. Druga sprawa - pytasz dlaczego w Koszalinie nie zatrudniono drugiego młodego koszykarza obok Diduszki. Zatrudniono - Łukasza Grysa - ale okazał się zawodnikiem zdecydowanie poniżej poziomu ekstraklasy. Podejrzewam, że na lepszego gracza w Koszalinie nie mieli pieniędzy, bo młodzi zażądali takich kwot, że "uszy więdną". Odwołujesz się wszędzie do wypowiedzi Waczyńskiego, bo żaden inny drugokwartowicz nie zabrał głosu w tej sprawie i nie powiedział nic złego na ten temat. Zdziwiłbym się, gdyby którykolwiek występował otwarcie przeciwko sobie. Ale przypomnij sobie co mówił Paweł Leończyk o kontrakcie w Słupsku: "Czarni byli pierwszym zespołem, który chciał mieć mnie w składzie. Zainteresowali się mną jeszcze zanim weszły w życie przepisy odnośnie młodzieżowców na parkiecie. Dzięki temu mam pewność i wszystko wskazuje na to, że nie będę zawodnikiem jedynie na drugą kwartę, tylko będę pełnił w zespole poważniejszą rolę, grając we wszystkich częściach meczów". Jak myślisz? Co sądzi Leończyk o przepisie?

Waczyński, Kikowski, Zamojski, Łączyński, Leończyk, bracia Diduszko - oni z "drugokwartowiczów" są ważnymi postaciami w swoich zespołach. Ilu z tych graczy nie byłoby w lidze bez przepisu? Starszy Diduszko i BYĆ MOŻE Waczyński. Czyli zyskaliśmy jednego silnego skrzydłowego mającego zaledwie 197 cm, który - z całym szacunkiem dla niego - raczej nie będzie w kadrze na igrzyska w 2012 roku. Nieźle. Chyba, że twierdzisz, że Tomasz Ochońsko lub Tomasz Smorawiński zdobyli bezcenne doświadczenie, które zaprocentuje. Ciekawe tylko kiedy.
poniedziałek, 05 stycznia 2009, wojczyn
Komentarze
2009/01/06 12:12:09
Mam nadzieję, że kiedyś napiszesz o biegającym na parkietach PLK Świderskim (nie, nie tym od bloga) ;)

Przyznaję Ci rację, że nie należy patrzeć na przepis przez pryzmat Waczyńskiego, Zamojskiego czy Leończyka. To jest ta góra, która wybija się na tle rówieśników. Zgadza się, jest też cała masa stojących w rogu boiska, przeszkadzających w grze. Ale i tu szklanka jest do połowy pusta. Bo może wśród nich znajdzie się kilku, dla których to stanie w rogu zaprocentuje w przyszłości. Bartkowi Bochno nawet przysporzyło to kilku minut chwały, bo właśnie z rogu trafiał trójki Prokomowi. Czy z tego skorzysta - to zależy od niego, ale dajmy mu szansę. W rogu na pewno nie stał Kamil Nowak ze Znicza, który zaliczył parę niezłych występów w PLK, chociaż przed sezonem nikt o nim nie słyszał. W meczu z Anwilem, gdy szybko kontuzji doznał Łączyński (przy okazji, życzę szybkiego powrotu do zdrowia i ślę pozdrowienia dla Andrzeja Pluty), na parkiecie musieli pojawić się Nowakowski i Ludwin. Widowisko może i ucierpiało, ale nie wiesz, ile niezbędnego doświadczenia zyskali oni. Takich graczy jest tylko kilku, ale nawet jeśli tylko kilku, to ten przepis nie jest w 100% zły.

Piszesz, że w Koszalinie nie zatrudniono lepszego od Grysa, bo podejrzewasz, że nie mieli pieniędzy. Podejrzewasz, czyli nie jesteś pewien. Czyli w sumie stoimy w tym samym miejscu.

Z tym, że żaden z w/w przeze mnie (oprócz Waczyńskiego) nie będzie stanowił trzonu kadry w 2012 roku, to się w pełni zgadzam, ale trudno jest walczyć z propagandą PZKosz.
-
2009/01/06 12:39:27
Tyle, że akurat Nowakowski grywał od kilku meczów i biorąc pod uwagę kontuzję Łączyńskiego to niezależnie od przepisu wychodziłby na parkiet...

Chwile chwały Bochny nic nie zmieniły w jego sytuacji, a Nowak to taki sam gracz jak Diduszko starszy czyli mocno undersized podkoszowy.

Co do AZS-u - podejrzewam tak patrząc na transfery przedsezonowe w Koszalinie. Reese, Mojica, Bradford, a reszta to bardzo tani gracze. Poza tym zauważ, że mówimy o graczu, który miałby spędzac czasami jakieś 5 minut na boisku. Takim zawodnikom płaci się jakieś 2-3 tysiące złotych, tym bardziej, jeśli ma to byc 20-latek z 2 ligi. A im się marzyło pewnie po 8-10 tysięcy...
-
2009/01/06 12:39:55
A jeszcze a propos Świderskiego - on też jest drugokwartowiczem lecz i tak by grał w Sportino :)