|
Blog > Komentarze do wpisu
Ćwiartka dwudziestolatka - vol. II
Koszykarska sobota, czyli dwa turnieje ćwierćfinałowe mistrzostw Polski juniorów starszych jednego dnia już za mną (i kilkoma innymi osobami też patrząc na skład osobowy na trybunach). Wyniki tutaj. Poniżej zupełnie subiektywne spojrzenie na poszczególne zespoły.
W przypadku Polonii 2011 praktycznie mógłbym powtórzyć to samo co wczoraj. Rywal znowu o dwie klasy gorszy. Z ciekawostek - Piotr Pamuła w drugiej kwarcie w 4:30 (cztery i pół minuty) zrobił 6/6 za 3, a wcześniej w pierwszej trafił jeszcze jedną. Widać spiker miał rację mówiąc: "miejmy nadzieję, że Piotrek rano dobrze rozgrzał nadgarstek." Żeby było zabawniej Pamuła w trzeciej czwarcie w kilkadziesiąt sekund miał 0/4 za 3, a ósmy i dziewiąty celny znalazł dopiero w ostatniej części. I chociaż 8 trójek z czwartku i sobotnie 9 to liczby mogące szokować, to jednak nie ma w tym nic niezwykłego. Pamuła ma po prostu świetnie ułożony rzut (szczególnie jak na tak młodego gracza) i gdy ma metr wolnego to musi trafić. A często miał. Rywal Polonii 2011 MSZS Kutno już drugi rok z rzędu w tym składzie zakwalifikował się do półfinału, a w ubiegłym roku w Zgorzelcu ograł w ćwierćfinale Turów prawie go w ten sposób eliminując. Krótko mówiąc - ekipa nieprzypadkowa. A mimo to przegrała z P2011 aż 41:101. Zawodnicy, którzy grają marginalne role w II-ligowym średniaku (AZS Kutno) nie mieli szans z koszykarzami nadającymi ton liderom I ligi i II ligi (Tempcold AZS PW) - tak pokrótce można opisać ten mecz. Nie chciałbym zbyt krytycznie ocenić graczy z Kutna, więc lepiej powstrzymam się od pojedynczych cenzurek... Przenosimy się w czasie i przestrzeni na drugi turniej. Tu na dzień dobry mecz Ósemka Wejherowo - Novum Lublin. Ci drudzy mieli swoje kilka minut na początku trzeciej kwarty odskakując na 8 punktów przewagi, ale poza tym przeważała Ósemka. Zespół z Wejherowa to przede wszystkim obwodowy tercet - Patryk Szymański, Bartłomiej Bichowski, Piotr Podbielski. Wszyscy rzucający chętnie z daleka, dobrze panujący nad piłką, dużo widzący na boisku. Umiejętność znalezienia wolnego partnera była dużym atutem ich zespołu. Na dodatek na tle wspomnianego tercetu obwodowi gracze z Lublina prezentowali się jak chucherka. Drobni Kamil Krzeszowski, Michał Ogórek i Michael Gospodarek nasłuchali się mnóstwo uwag od trenera. Dodajmy - od wrzeszczącego trenera. Doprawdy Andrej Urlep z Tomasem Pacesasem mogliby wiele się od niego nauczyć w tej kwestii. Szkoda tylko, że skutkowało to spuszczonymi głowami i trzęsacymi się rękami. Większość dobra w grze Novum brało się z tego, że mieli całkiem przyzwoitych wysokich, a przede wszystkim Mateusza Wiśniewskiego, który zdominował tablice. Rywale mogli mu przeciwstawić tylko misiowatego i dość niskiego Michała Grzelaka. Swoją drogą, czy w każdym zespole musi być jeden misiowaty? Wracając do Wiśniewskiego - wszystko było ok do czasu, gdy dostał w kluczowej chwili w ostatniej minucie cztery osobiste w ciągu kilku sekund. I spudłował wszystkie. Niejako na deser rywalizacja Polonii Warszawa z Turowem Zgorzelec. Tu naprzeciw siebie stanęli koszykarze znani nie tylko na juniorskich parkietach, czyli Marcin Nowakowski i Sebastian Szymański. Zacznę od tego pierwszego, którego mogłem porównać z ubiegłorocznymi występami jeszcze w UMKS Kielce. W stylu gry się nie zmienił, chociaż wydawało mi się, iż mniej panował nad zespołem. Może to dlatego, że koledzy nieco lepsi niż wtedy. Postęp jest, chociaż za często zdarzają się idiotyczne decyzje. Tak jak na parkietach PLK brakuje mu często odwagi, tak tutaj miewa jej za dużo. Dwa ofensy w pół minuty po penetracjach w tłok to przesada. Chyba trochę gorzej rzuca - na co zresztą wyglądało także w PLK. Ale nadal na szczęście jest ten błysk w niektórych podaniach. Osobiście mam słabość do mistrzów asyst, więc za karierę Nowakowskiego ściskam po cichu kciuki. Jego vis-a-vis w tym meczu podawał rzadko. Sebastian Szymański to zawodnik, przez którego przechodziły wszystkie akcje Turowa. Zdobył 43 punkty na niezłej skuteczności (13/27 z gry), ale mam wrażenie, że zespół za bardzo uzależnił się od niego w tym spotkaniu. Dzień wcześniej oddał tylko 18 rzutów, Wojciech Leszczyński (rocznik 1992) 11, a Oskar Bukowiecki 14. Teraz ta dwójka miała odpowiednio 6 i 3, a 8 razy próbował Sebastian Kapias. Udało się raz. Szymański tak zdominował kolegów, że w ich poczynaniach nie było widać pewności. Tak jakby bali się rzucać. A sam Szymański? Indywidualnie duże umiejętności. Ballhandling, rzut w zaskakującym momencie (czasami aż do przesady), penetracja, umiejętność wymuszania fauli - wszystko jak na niespełna 18-latka na niespotykanie wysokim poziomie. Organizacja gry - średnia. Ale to taki undersized shooting guard. Tutaj często musiał "rozgrywać". Oczywiście pisząc o nim pozytywnie nie odkrywam tu Ameryki, bo od dawna wiemy, że Szymański to wieeelki talent. Może czas, żeby zaczął coś znaczyć w seniorskim graniu. Były próby wypuszczania go w Turowie i nie wcale nie wypadał gorzej niż Bartosz Bochno. Poza pojedynkiem Nowakowski - Szymański byli też inni. Po stronie zgorzeleckiej niewiele, tak jak napisałem, mieli do powiedzenia. Ale warto wyróżnić Leszczyńskiego, który jednak ma amerykańską manierę wykonywania dryblingu bez żadnej korzyści. I warto wspomnieć o środkowym Tomaszu Bodzińskim. Ma wzrost i gdy dostanie piłkę, umie coś z nią zrobić. Tylko czemu tak rzadko ją dostaje? A po stronie warszawskiej dwa nazwiska wyróżniające się umiejętnościami, ale jakże różne w odbiorze. Jan Pawlak i Alan Czujkowski. Pierwszy to boiskowy "ciułacz" bez fajerwerków (wsad z kontry się nie liczy), który w ten sposób uciułał 22 punkty i 14 zbiórek. A na dodatek świetny clutch player - trafiał właśnie wtedy, gdy Turów doganiał. Bardzo podoba mi się u niego umiejętność zdobywania punktów na różne sposoby. Tego nie można powiedzieć o Czujkowskim, który bazuje głównie na rzucie. Przyznaję, że całkiem niezłym. Ale tu pochwały się kończą. Najpierw pozwolę sobie przypomnieć wpis sprzed roku "A wspomniany Czujkowski to zresztą osobny temat - rzucił sporo punktów w drugiej połowie (19) walcząc do samego końca o jak najlepszy wynik (liczą się małe punkty więc słusznie i brawo), tyle, że momentami (może nawet przez większość czasu) zapominał o kolegach, co właśnie w końcówce było najlepiej widoczne, gdy próbował praktycznie sam rozegrać każdą akcję, gdy dostał piłkę. I na dodatek nie zawsze w mądry sposób czasem pakując się prosto w trzech rywali. Cóż - osobiście spodziewałem się po tym zawodniku nieco więcej i nieco mądrzejszej gry tym bardziej, że ma za sobą (jako jedyny w całym tym turnieju) cały sezon w dość ważnej roli na parkietach II ligi w barwach OSSM Warszawa. On chyba też nie był zadowolony z siebie, bo na koniec meczu rozwalił krzesło... Pozostawię to bez komentarza" Trochę się w tej kwestii zmieniło. Tylko trochę. Tym razem nie kończył wszystkiego sam (bo lepsi partnerzy?). Trafiał często. Ale co z tego, skoro widać po nim, że nie ma głowy do grania w koszykówkę na dłuższą metę. Zaznaczam, że to moja subiektywna opinia. Ale co pomyśleć jeśli zawodnik w momencie, gdy jego zespół rozgrywa akcję podbiega do kolegi, by przybić mu koniecznie piątkę gratulując zbiórki w ataku. Coś z nim jest nie tak... Za kilka godzin kończymy walkę na Konwiktorskiej. Polonia ma prawie pewny awans. Prawie, bo jeśli przegra z Ósemką 17-ma punktami to jest za burtą. Szczerze przyznam, że raczej będe sprzyjał tym drugim. niedziela, 15 lutego 2009, wojczyn
|