O autorze
Zakładki:
Basket
Inne sportowe
Znajome blogi
|
sobota, 18 lipca 2009
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Za to kochamy koszykówkę
Trzy mecze, w których jedna drużyna była już w ogródku i witała się z gąską, a przeciwnik był skazany na porażkę. I we wszystkich przypadkach sytuacja diametralnie się zmieniała. Jedna z lepszych koszykarskich niedziel, a chyba najlepsza w tym sezonie. Najpierw był drugi mecz o awans do PLK. Polonia 2011 Warszawa podejmowała Zastal Zielona Góra, który dzień wcześniej wysoko przegrał w stolicy. Na taki sam wynik zanosiło się i w niedzielę. W połowie drugiej kwarty gospodarze prowadzili 37:23, a do przerwy 46:36. I nagle po zmianie stron Zastal zaczął odrabiać punkt po punkcie. Znakomicie dysponowany Jarosław Kalinowski trafiał z dystansu, goście świetnie bronili, a Dardan Berisha próbował koniecznie się przełamać. Zrobiło się 60:60, a tuż po rozpoczęciu ostatniej kwarty 60:68. Polonia miała na szczęście dla siebie niemal niezawodnego Leszka Karwowskiego. ![]() Dzięki niemu pewnie dogoniłaby przeciwnika, gdyby nie Marcin Chodkiewicz, który faulowany przy rzucie z dystansu trafił wykonując akcję 3+1. Osiem punktów przewagi Zastalu na 110 sekund przed ostatnim gwizdkiem w czwartej kwarcie. Co się dzieje? Goście tracą piłkę, a Chodkiewicz popełnia przewinienie niesportowe. Chwilę później kolejna strata i 35 sekund przed końcem mamy już tylko 68:65. Długa akcja Zastalu, piłka trafia do rogu do Sławomira Olszewskiego, którego blokiem w parkiet wbija Berisha. Konta Polonii, piłka na skrzydło do Piotra Pamuły, a 19-latek (który do tej pory miał 2/9 z gry, w tym jeden celny spod kosza) o stalowych nerwach rzuca przez ręce rywala i ... trafia rzut na dogrywkę. A co dzieje się w tejże dogrywce? Zastal szybko odskakuje, Berisha nadal szuka skuteczności, Karwowski ją gdzieś gubi, a dwie trzypunktowe akcje Przemysława Lewandowskiego nic nie dają, bo Kalinowski i Łukasz Wiśniewski nie mylą się przy rzutach osobistych. Myślałem, że zobaczyłem na żywo horror, ale po spotkaniu półfinału w Zgorzelcu zmieniam zdanie. PGE Turów w trzeciej kwarcie prowadził z Energą Czarnymi Słupsk 61:40. Przegrał po dogrywce 98:99. Już to brzmi dramatycznie, ale to nie wszystko. Chris Daniels z Turowa spudłował trzy rzuty osobiste w ostatniej minucie czwartej kwarty, a na dodatek równo z syreną spod kosza. W dogrywce 30 sekund przed końcem przy stanie 96:94 Antonio Burks z Czarnych wyprowadzał kontrę 2 na 1 z Chrisem Bookerem. Podał źle i tylko przypadkiem goście uratowali piłkę. Co zrobił Burks? Dwa crossovery w rogu boiska i trójka przez ręce. Celna. To jednak nie koniec. 99:94 i 25 sekund do końca. Akcja 2+1 Bryana Baileya z Turowa. Za chwilę Burks wyprowadza piłkę i ... pozwala sobie ją zabrać. Fauluje jednak Chrisa Danielsa - zdaniem sędziów niesportowo. 9 sekund przed końcem przy stanie 99:97 Turów ma dwa rzuty osobiste i piłkę z boku. Jeśli jakąkolwiek sytuację przy wyniku -2 na 9 sekund do końca można uznać za komfortową, to chyba właśnie taką. Tyle tylko, że Daniels dwa razy nie trafia z linii. Po chwili goście faulują Baileya - zdecydowanie bardziej skutecznego w rzutach osobistych. Pierwsza próba jest skuteczna. Druga ... wykręca się z kosza. Zbiera Dragisa Drobnjak i po jego dobitce już widzimy piłkę w siatce, gdy ... pojawia się ręka Chrisa Bookera, który popisuje się monstrualnym blokiem. Jeszcze tylko niecelny ekwilibrystyczny rzut Krzysztofa Roszyka i sensacja staje się faktem. ![]() I jeszcze jeden niewiarygodny powrót do gry. Niestety nie widziałem pierwszego meczu pierwszej rundy play-off NBA z udziałem Orlando Magic, ale skrót i opisy mówią wiele. Tuż przed startem czwartej kwarty było 79:61 dla Magików. Osiem minut później Philadelphia 76ers doprowadzili do remisu 91:91. I na tym nie poprzestali. Andre Iguodala minutę przed końcem spudłował dwa rzuty osobiste, ale w ostatniej akcji Szóstek przy remisie 98:98 dostał piłkę. I trafił rzut z niesamowitej pozycji dający zwycięstwo. ![]() Jako wieloletni kibic 76ers bardzo się cieszę. Jako Polak i kibic Marcina Gortata niekoniecznie. Ale przynajmniej wiemy, że ta seria też będzie pasjonująca. A na podsumowanie dnia sonda: create free polls | comment on this P.S. Foto kolejno: polonia2011.waw.pl, plk.pl, espn.com
środa, 25 marca 2009
Najdłuższe wakacje świata
Znów mają wakacje, wakacje mają znów!
Wojciech Szawarski, Kamil Łączyński, Kamil Chanas, Łukasz Obrzut, Adam Wójcik, Tomasz Celej, Przemysław Frasunkiewicz, Iwo Kitzinger, Adam Waczyński - co łączy tych zawodników? Wszyscy oni zakończyli już obecny sezon ekstraklasy koszykarzy, a ograniczyłem się przecież tylko do polskich graczy. W piątek dołączy do nich Paweł Leończyk lub Radosław Hyży i koledzy jednego z nich. Mamy 25 marca, za oknem biało, kalendarzowa wiosna od kilku dni, a prawie połowa ligi ma już wakacje. Następny mecz w naszej ekstraklasie ci koszykarze mogą rozegrać dopiero w październiku za ponad sześć miesięcy! Nawet w piłkarskiej lidze, która ma przecież zimową przerwę pracuje się więcej czas w ciągu roku. Oczywiście zawodnicy mogą sobie poszukać klubów zagranicą, ale przecież w większości krajów nie można już dokonywać transferów, a tam gdzie to jest możliwe, poziom nie jest za wysoki (np. Portugalia). Poza tym PLK i PZKosz chyba nie na tym powinno zależeć, by potencjalni kadrowicze na mistrzostwa Europy w Polsce musieli się tułać po kontynencie, by nie stracić formy. Można na to oczywiście spojrzeć z drugiej strony - dla tych, którzy od lipca do września czas spędzą na zgrupowaniach teraz właśnie nadchodzi czas odpoczynku. Tyle tylko, że kończąc ligę w maju mieliby około miesiąc wolnego. To chyba wystarczający okres na urlop. Kolejna kwestia jak półroczny odpoczynek od poważnych spotkań może wpłynąć na młodych zawodników. Taki Marcin Nowakowski udanie zadebiutował w Polonii, ale teraz musi czekać baaardzo długo na kolejną szansę. Powinniśmy chuchać i dmuchać na nasze talenty, a nie puszczać je w samopas... I na koniec jeszcze bardzo przyziemna sprawa - zarobki. Spora ilość koszykarzy traci teraz na kilka miesięcy swoje podstawowe źródło utrzymania. Wiem, że ich pensje mocno przekraczają średnią krajową, ale tak naprawdę trzeba je dzielić przez 2. Koszykówka stała się u nas pracą sezonową jak zbieranie wiśni. Przeciętny zawodnik, który nie występuje w reprezentacji przez pół roku haruje, by utrzymać rodzinę przez drugą część. Terminarz był znany od dawna, ale dopiero teraz to wszystko stało się faktem, a nie tylko zapisem w regulaminie i kalendarzu. Czy w przyszłym sezonie będzie podobnie? Mam nadzieję, że nie. Sam Eurobasket przesunie początek rozgrywek o dwa tygodnie, chociaż to akurat niewiele zmienia bo od 1 do 10 jest tyle samo dni co od 15 do 24. Przynajmniej nikt nie będzie kończył sezonu w śniegu. Są dwa rozwiązania, by wydłużyć rywalizację. Po pierwsze powiększenie ligi - to jest możliwe, bo zaproszenia do PLK są rozdawane jak ciepłe bułeczki. Pytanie tylko kto z nich skorzysta i czy obecni uczestnicy walki o mistrzostwo Polski nie splajtują. Tyle tylko, że nawet rozszerzenie liczby drużyn do 16 nic nie da poza tym, że nikt nie będzie pauzował. Przecież teraz też terminarz był ułożony na 30 kolejek. Jakie pozostaje nam rozwiązanie? Może powrót do systemu "szóstek" (mogą być ósemki albo 8+6 w zależności o ilości zespołów), który wprowadzał więcej emocjonujących spotkań pomiędzy przeciwnikami o podobnej klasie i zmniejszał loteryjność? Ja jestem za.
wtorek, 24 marca 2009
Kotwica jak Stal?
Kotwica Kołobrzeg zdobyła Puchar Polski i za chwilę chce przystąpić do walki o finał play-off naszej ekstraklasy. Jest największą niespodzianką obecnego sezonu, a mi bardzo przypomina Stal Ostrów Wielkopolski z sezonu 1999/2000. Oba zespoły łączy jedna osoba - Tomasz Cielebąk. Wtedy był niespełna 25-letnim zawodnikiem tuż po studiach w USA na uczelni Marist i wzmocnił zespół Andrzeja Kowalczyka w połowie rozgrywek. Teraz jest doświadczonym ligowcem, który wreszcietrafił w miejsce, w którym może ponownie walczyć o najwyższe cele. W międzyczasie zdobył ze Śląskiem Wrocław mistrzostwo w 2001 roku, grał w Legii Warszawa, Czarnych Słupsk, Polpharmie Starogard Gdański. W końcu stał się Czarodziejem z Wydm. Cielebąk nie jest w drużynie Sebastiana Machowskiego pierwszoplanową postacią i tak samo było dziewięć lat temu. Wtedy trzon Stalówki tworzyła żelazna szóstka - Zoran Sretenović (trzykrotny klubowy mistrz Europy, profesor przy którym Tyus Edney jest pikusiem), Jerry Hester (wszechstronny amerykański obrońca, który sprawdzał się jednak tylko w Ostrowie), Krzysztof Sidor (ówczesny reprezentant Polski), Dejan Miskovic (serbska trójko-czwórka, o której słuch potem zaginął), Dariusz Parzeński (pięciokrotny mistrz Polski ze Śląskiem i Mazowszanką, ciągle grajacy w II lidze w Pleszewie) i Jarrod Gee (leworęczny undersized środkowy). Drobne wsparcie dawali Dima Czeczuro i Maciej Świątek. Jednym z podobnych elementów Stali 2000 i Kotwicy 2009 jest brak zmian w trakcie sezonu. W Kołobrzegu nie było ani jednej. W Ostrowie - doszedł tylko Cielebąk, a Sidor zastąpił w listopadzie Grzegorza Mordzaka. Niestety i wtedy i teraz nie brakowało kłopotów finansowych. W przypadku Stali nie były aż tak wielkie jak w Kotwicy (a może po prostu nie mówiono o tym wprost, a żaden z zawodników nie miał bloga), lecz w kolejnych latach problemy stały się baaardzo dokuczliwe. I to mimo tego, że Stal - w dziwnych okolicznościach - zrezygnowała przed kolejnym sezonem 2001/2002 z udziału w europejskich pucharach. Chęć posiadania coraz silniejszej ekipy zaprowadziła w ślepą uliczkę z napisem "brak kasy". Ciekawe jak się uporają z tym w Kołobrzegu? Czy latem będą budować na kredyt, bo "sponsor przecież się w końcu znajdzie"? W Stali mieli twardy orzech do zgryzienia także dlatego, bo drużyna awansowała wtedy do półfinału, a premie przewidziane za taki wynik były bardzo duże. Za duże jak na możliwości budżetu. W Kotwicy ponoć premie są gwarantowane, a pieniądze na ten cel odłożone. Stal w 2000 roku podobnie jak Kotwica teraz celowała w Puchar Polski - wtedy z prawdziwego zdarzenia, rozgrywany z fazą grupową i ćwierćfinałami. Nie udało się go wygrać po jednopunktowej porażce z (jeszcze wtedy nie Prokomem) Treflem w półfinale we Wrocławiu, który później wywalczył to trofeum. Zresztą była to pierwsza zdobycz poprzedzająca serię tytułów mistrzowskich w Sopocie. Teraz Kotwica trafiła także na zespół z Trójmiasta, a Cielebąk pomścił porażkę sprzed dziewięciu lat. Na tym podobieństwa się nie kończą. Stal do play-off startowała z miejsca w pierwszej czwórce trafiająć w ćwierćfinale na Czarnych Słupsk. To bardzo prawdopodobny rywal Kotwicy w tegorocznej rywalizacji o półfinał. W składzie słupszczan nie ma nikogo z tamtej drużyny, która najpierw wygrała jeden z meczów w Ostrowie, by potem przegrać dwa razy u siebie. Ciekawe ilu kibiców w hali Gryfia pamięta tamte spotkania? W półfinale i meczach o brązowy medal Stal była już jednak bez szans. Pojawiły się urazy, skład był za wąski, a bilans to sześć porażek ze Śląskiem Wrocław (Charles O'Bannon!) i Hoopem Pruszków (Ainars Bagatskis!). I to chyba obecną drużynę Kotwicy różni od tamtej Stali. Kołobrzeżanie w tym sezonie mogą nawiązać realną walkę o finał z Turowem Zgorzelec (jeśli taka para powstanie). Mają szeroki, wyrównany skład - dziewięć osób o bardzo zbliżonych umiejętnościach, mają znakomitego gracza z rocznika 1986 na drugą kwartę, mają świetnego trenera poliglotę panującego nad zespołem. W niedzielę po finale Pucharu kolega zapytał - "Co ma Turów czego nie ma Kotwica?" Padły dwie odpowiedzi "Edney" i "pieniądze". Kotwica ma Kevina Hamiltona, który jest świetnej formie. A pieniądze? No właśnie - jak długo zawodnicy będą chcieli grać za półdarmo?
środa, 25 lutego 2009
Dwudziestolatki po połówce
Znamy już wszystkich finalistów mistrzostw Polski juniorów starszych. Mnie w udziale przypadły strzępy - niestety - turnieju półfinałowego w Warszawie, a dokładnie dwa mecze: Polonia - Legia i Polonia - Korona. Wyniki i rankingi statystyczne po ostatnim dniu pod linkiem. Teraz krótko o wspomnianych spotkaniach. Derby stolicy były ciekawe tylko przez kilkanaście minut. Legia zaczęła od 10:0, ale później słabła w oczach. Jeszcze po pierwszej kwarcie minimalnie prowadziła, lecz w drugiej Polonia zrobiła szybki odjazd i właściwie na tym emocje się zakończyły, a rozpoczęło się sukcesywne powiększanie przewagi. Legia nie mogła zwyciężyć mając właściwie tylko pięciu zawodników "do gry". Poloniści w tym spotkaniu mieli akurat dziewięciu. Największą przewagą Czarne Koszule dysponowały na pozycji rozgrywającego. Marcin Nowakowski w ekstraklasie grywa mniej więcej tyle samo co Rafał Holnicki-Szulc w II lidze. Biorąc pod uwagę tą różnicę ten drugi nie wypadł aż tak źle popisując się kilkoma ładnymi asystami. Ale i tak Nowakowski na tym poziomie rozgrywek wyglądał jak Tyus Edney w spotkaniu Turów - Anwil. Oprócz Rafała dwojga nazwisk legionistami do czegoś się nadającymi są Bartłomiej Piotrowski, Michał Wojtyński (obwodowi), Marcin Chojecki i Artur Grzejszczyk (podkoszowi). Najbardziej podobać może się Piotrowski - sprytna "dwójka" z niezłym rzutem, chyba jedyny gracz mogący nadać się wyżej niż na poziom II ligi. Jest też w Legii Kamil Trybański, brat Cezarego, ale wyszedł na ostatnie półtorej minuty, pobiegał i koniec. Ponoć średnio utalentowany, więc raczej nalezy go traktować jako ciekawostkę. I tyle o meczu Polonia - Legia (końcowy wynik 100:58). Znacznie ciekawsze było spotkanie Polonii z Koroną i to mimo tego, że krakowianie mieli tego dnia właściwie dwóch i pół gracza, których można pochwalić. Ta połówka to skrzydłowy Mariusz Tyran, który kilka razy "ukąsił" rywala z dystansu. Zawiódł mnie Tomasz Kumiszcza, rzucający obrońca, który wcześniej w cwiercfinałach miał niesamowite statystyki - średnio 22 pkt, 4.7 zb, 4.3 as, 72% z gry i eval 25.7 przeciętnie (3 wśród wszystkich grup). W Warszawie nie wiedziec czemu grał kiepsko, a przeciwko Polonii katastrofalnie - tylko 3 pkt, 0/7 z gry i 4 asysty. Wynik ciągnęli więc Marek Szumełda-Krzycki i Wojciech Fraś. Kolejny (po Rafale H-Sz z Legii) rozgrywający dwojga nazwisk miał wiele perypetii od czasu, gdy rok temu widziałem go w koszulce Wisły podczas turnieju w Ostrowie. Trafił do Polonii 2011, zagrał w Warszawie z dwa mecze w II lidze, a potem po kłopotów zdrowotnych wrócił do Krakowa - dostał szansę gry w Koronie. I chyba z powodu tych problemów ten bardzo utalentowany gracz moim zdaniem poczynił niewielkie postępy - wrodzona inteligencja boiskowa, dobra obrona i niezły rzut z półdystansu to nadal jego główne atuty. Ma 18 lat, ciągle jest może się rozwijać. Z kolei Fraś to była najbardziej interesująca mnie postać weekendu. Średnio eval w ćwierćfinale powyżej 30, a wcześniej dużo dobrego grania w kadrach juniorskich. Krakowianin ma "na oko" nieco ponad 200 cm, jest szczupły i ruchliwy. Gdy Polonia broniła strefą niewiele mógł sobie poradzić, ale gdy przeszła na obronę "każdy swego" to Fraś zaczął powoli dominować. Jeśli dostawał piłkę dwa metry od kosza kończył praktycznie 80% takich sytuacji trafieniem. 1 na 1 zagrał może z dwa bardzo podobne manewry z pivotem i to bardzo skutecznie. Próbował akcji przodem zaczynając z 6-7 metra, ale rzut z półdystansu był znacznie niecelny. Ma duży dryg to zbiórek, chociaż tu należy brać pod uwagę, że - poza Bartłomiejem Bojko – nie miał godnego wzrostem rywala. Jak poradzi sobie, gdy stanie mu naprzeciw ktoś większych rozmiarów (już nawet nie w tegorocznych rozgrywkach juniorskich, lecz w przyszłości)? Na razie kiepsko to widzę, a przesunięcie Frasia na pozycji nr 4 raczej nie ma sensu. Ale chłopak ma na razie nieco ponad 18 lat i jeśli trafi w odpowiednie miejsce (Polonia 2011?) to może go nauczą lepiej rzucać (a może umie, lecz się boi?) i grać jako power forward. Jak na razie na bardziej wszechstronnego wygląda Jan Pawlak z Polonii (o którym już pisałem kilka razy), ale też ma kilka centrymetrów mniej i bardziej pasuje do roli niskiego skrzydłowego. A tam już rzucać trzeba.
wtorek, 17 lutego 2009
Errata do juniorskich zmagań 2008
Tak jak teraz popełniłem trzy wpisy o rywalizacji juniorów starszych, tak rok temu pisałem o rozgrywkach juniorów. Jako, że tu niekoniecznie chodzi o wynik tylko o przyszłość to postanowiłem sprawdzić co dzieje się z tymi, o których wspominałem dwanaście miesięcy wcześniej. Oczywiście to nie jest wystarczający czas, by nagle stać się wybitnym zawodnikiem, ale są tacy, którzy zrobili postępy, tacy, którzy nie zrobili i tacy, którzy zrobili krok w tył. Niwa Oświęcim - w ubiegłym roku w Ostrowie zajęła 4. miejsce odpadając w ćwierćfinale, ale radziła sobie całkiem nieźle. Wyróżniali się rozgrywający Mateusz Keller, obrońca Emanuel Wanat i podkoszowy Przemysław Gworek. Pierwszy z nich - zresztą z kilkoma tymi samymi kolegami - gra nadal w drużynie U-18 (bo jest z rocznika 1991), która zajęła w Małopolsce drugie miejsce. Teraz czeka ją rywalizacja z czterema najlepszymi ekipami z Podkarpacia, a potem półfinały. To nowy system rozgrywek (bez ćwierćfinałów) wprowadzony przez PZKosz. Wanata w żadnym składzie nie znalazłem, a 19-letni Gworek trafił do MCKiS Jaworzno. W II lidze w 9 meczach średnio 1.2 punktu, w ćwierćfinale U-20 czołowa postać. Tyle tylko, że przy jego 195 cm kariera na pozycji silnego skrzydłowego to marzenie nie do zrealizowania. Zastal Zielona Góra - trzecie miejsce w Ostrowie. Do zespołu U-20 przeszli Adam Chodkiewicz, Adam Stefanowicz, Rafał Janecki. Z najlepszym skutkiem ten pierwszy, który był pierwszym strzelcem zielonogórzan w zakończonych niedawno ćwierćfinałach. Stefanowicz grał - patrząc po statystykach - kiepsko i w ogóle nie trafiał, a przecież w juniorach poznaliśmy go głównie jako strzelca. Teraz radził sobie gorzej niż w ubiegłym sezonie w U-20 - gdzie też grywał. Polonia Warszawa - drugie miejsce w Ostrowie i później awans do finału. O Alanie Czujkowskim już pisałem w ostatnich dniach. Do U-20 przeszli też Piotr Tonbryk, Mateusz Zimnowodzki, Dominik Świercz. Ale w marginalnych rolach - poza tym ostatnim, który niestety się kontuzjował. Stal Ostrów Wlkp. - zespół wzmocniony właściwie trzema istotnymi zawodnikami przeszedł do kategorii U-20 i jest faworytem do udziału w finale, chociaż zagra przeciwko Prokomowi i Turowowi w półfinale. Marcin Dymała nadal jest liderem i już nawet trenował z ekstraklasowym zespołem. Trochę w cień usunęli się Jakub Kowalski i Michał Kaczmarek, ale też teraz zespół ma szerszą (o jednego gracza) rotację na obwodzie. Pod koszem o dwóch graczy więcej, co sprawia, że Przemysław Galewski i Mikołaj Gilarski grają sporo mniej. Wisła Kraków - tu przejście z kategorii U-18 do U-20 wyszło kiepsko głównie dlatego, że zawodnicy się rozeszli po kraju. Marek Szumełda-Krzycki poprzez Polonię 2011 Warszawa wylądował w ... Koronie Kraków. Daniel Czepczyk miał problemy zdrowotne i obecnie nie gra, a co z pozostałymi nie wiem (edit: info od kolegi - ponoć D.Czepczyk i Jakub Krawczyk są razem z Szumełdą w Koronie, ale kontuzjowani). Nadal grają Konrad Pilch, Mateusz Piech i Paweł Czepczyk, lecz ten ostatni z bardzo skutecznego podkoszowca stał się tylko zmiennikiem. Ponoć także z powodu kontuzji. Sportino Inowrocław - Hubert Wierzbicki już grywał w ekstraklasie, a zespół U-20 wprowadził do półfinału. Razem z nim grają Kamil Stężewski, Mateusz Marciniak, Mariusz Pierzchała, Bartosz Pochocki, Aleksander Filipiak, czyli właściwie prawie ten sam skład, co w U-18. Spójnia Stargard Szczeciński - z rozgrywek U-20 się wycofała przed ćwierćfinałem, ale dwóch koszykarzy z U-18 grywa teraz w OSSM Wrocław w II lidze. Filip Dylik ma średnio 7 punktów, a Marcin Błaszczyk nieco ponad 5. Łukaszowie Ulchurski i Bodych zaliczyli epizody na tym samym szczeblu w seniorach Spójnii. I to by było na tyle. Jak widać niektórzy rozwijają się prawidłowo, niektórzy nie... Ćwiartka dwudziestolatka - vol. III
Dopiero dzisiaj mam chwilę, by napisać o ostatnim dniu zmagań juniorów starszych w stolicy. Przy Konwiktorskiej w niedzielę decydowały się losy awansu. Udało się gospodarzom, Polonii oraz Turowowi Zgorzelec.Wyniki tego turnieju i innych tutaj. Pierwszy niedzielny mecz to starcie Turowa z Novum Lublin. Ci pierwsi by mieć szansę na awans musieli wygrać, ale zaczęli kiepsko. Od połowy drugiej kwarty już dominowali zdecydowanie na parkiecie. I co ważne - nie były potrzebne popisy strzeleckie Sebastiana Szymańskiego. Tym razem zdobył "tylko" 20 punktów, a połowę z nich przy wysokim prowadzeniu. Turów odskoczył dzięki umiejętnemu rozłożeniu akcentów na wszystkich zawodników. Bardzo dobrze grał Wojciech Leszczyński, którego dzień wcześniej skrytykowałem za skłonność do niepotrzebnych dryblingów, lecz nie dodałem uwagi o jego wszędobylskości - dlatego, że ten atut pokazał w niedzielę. Prawie wszystkie bezpańskie piłki były jego. Częściej korzystano ze środkowego Tomasza Bodzińskiego, co także przyniosło pozytywny skutek. On zresztą wygląda na bardzo inteligentnego gracza (w przeciwieństwie do wielu podkoszowych w tym wieku) dobrze czytającego grę. Uaktywnił się też Oskar Bukowiecki, dobrą zmianę dał Sebastian Kapias. Tak w ogóle to Turów w tej kategorii wiekowej jest fenomenem, bo ma w pierwszej piątce dwóch 18-latków i jednego 17-latka, a może i więcej, bo nie wiem jaki rocznik są Bukowiecki i Max Pfloegel. Wspomniany Kapias ma też 17 lat. A przecież to zmagania 20-latków. Bardzo jestem ciekaw co z nich wyrośnie i czy którykolwiek (poza Szymańskim) będzie w stanie grać na chociażby I-ligowym poziomie. Drugie spotkanie to najlepsze widowisko całego weekendu. Statystyki mówią swoje - 10 zmian prowadzenia, 28 remisów! Polonia nie potrzebowała koniecznie wygranej, ale zbyt wysoka porażka kosztowałaby ją (przy -9) pierwsze miejsce, a nawet (przy -17) awans. Ale od razu było widać, że gospodarze bez kontuzjowanego dzień wcześniej Miłosza Ludwina będą chcieli zwyciężyć. Rywalom, czyli Ósemce Wejherowo wystarczała wygrana dwoma punktami i przez całą pierwszą połowe wydawało się, że to osiągnie. Świetnie grał misiowaty Michał Grzelak trafiajac bardzo nietypowym rzutem "zawiesinką" dwie trójki i zdobywając do przerwy 13 punktów. Bartłomiej Bichowski wymuszał faule, a reszta dokładała pojedyncze kosze. I to pomimo, że najlepszy strzelec w poprzednich Patryk Szymański był kompletnie niewidoczny. W całym meczu oddał tylko cztery niecelne rzuty. Być może przeszkodziły mu jakieś problemy zdrowotne, z powodu których w trakcie meczu musiał udać się do szatni. Jego nieskuteczność oraz słabsza gra Piotra Podbielskiego nie przeszkodziły gościom tuż po przerwie wyjść na prowadzenie 46:37. Polonia miała problemy, bo raz za razem pudłował Alan Czujkowski (do tej pory średnio 23 punkty, a tym razem po 3 kwartach 1/12 z gry), a warszawianie nie umieli wykreować nikogo innego na wolnej pozycji w ofensywie. A może przeciwnik nie pozwalał? Przy wyniku 46:37 wszystko się zmieniło. Ósemka się zacięła, a kolejne kilka minut gospodarze wygrali bodaj 18:2. Znakomity był Marcin Nowakowski, który zresztą "trzymał" wynik już przed przerwą. W drugiej połowie dał popis szczególnie defensywny. Rywale otrząsnęli się tylko i wyłącznie dzięki Bichowskiemu. Z 32 punktów wejherowian w trzeciej i czwartej kwarcie zdobył 22. Trafiał z dystansu po wyprowadzeniu na pozycję, po dryblingu, po penetracji, pod presją. Tyle tylko, że sam niewiele mógł zdziałać, bo nikt inny nie umiał poradzić sobie z obroną miejscowych. Na dodatek jego koledzy złapali przewinienia i poloniści mogli wykorzystywać swoich podkoszowych. Świetnie grał Jan Pawlak - to już drugi jego mecz, w którym był go-to-guyem w kluczowych chwilach. I drugi raz w powodzeniem. Ten sezon Pawlak zaczynał w AZS AWF Katowice, ale szło mu nienajlepiej - średnio 4 minuty, 1.2 pkt. Źle trafił czy nie nadaje się jeszcze na seniorską koszykówkę? Za tydzień pewnie kolejne juniorskie wpisy, bo Polonia trafiła to jednej półfinałowej grupy z Legią Warszawa. Nie wyobrażam sobie, żeby tego turnieju nie było w stolicy.
niedziela, 15 lutego 2009
Ćwiartka dwudziestolatka - vol. II
Koszykarska sobota, czyli dwa turnieje ćwierćfinałowe mistrzostw Polski juniorów starszych jednego dnia już za mną (i kilkoma innymi osobami też patrząc na skład osobowy na trybunach). Wyniki tutaj. Poniżej zupełnie subiektywne spojrzenie na poszczególne zespoły. W przypadku Polonii 2011 praktycznie mógłbym powtórzyć to samo co wczoraj. Rywal znowu o dwie klasy gorszy. Z ciekawostek - Piotr Pamuła w drugiej kwarcie w 4:30 (cztery i pół minuty) zrobił 6/6 za 3, a wcześniej w pierwszej trafił jeszcze jedną. Widać spiker miał rację mówiąc: "miejmy nadzieję, że Piotrek rano dobrze rozgrzał nadgarstek." Żeby było zabawniej Pamuła w trzeciej czwarcie w kilkadziesiąt sekund miał 0/4 za 3, a ósmy i dziewiąty celny znalazł dopiero w ostatniej części. I chociaż 8 trójek z czwartku i sobotnie 9 to liczby mogące szokować, to jednak nie ma w tym nic niezwykłego. Pamuła ma po prostu świetnie ułożony rzut (szczególnie jak na tak młodego gracza) i gdy ma metr wolnego to musi trafić. A często miał. Rywal Polonii 2011 MSZS Kutno już drugi rok z rzędu w tym składzie zakwalifikował się do półfinału, a w ubiegłym roku w Zgorzelcu ograł w ćwierćfinale Turów prawie go w ten sposób eliminując. Krótko mówiąc - ekipa nieprzypadkowa. A mimo to przegrała z P2011 aż 41:101. Zawodnicy, którzy grają marginalne role w II-ligowym średniaku (AZS Kutno) nie mieli szans z koszykarzami nadającymi ton liderom I ligi i II ligi (Tempcold AZS PW) - tak pokrótce można opisać ten mecz. Nie chciałbym zbyt krytycznie ocenić graczy z Kutna, więc lepiej powstrzymam się od pojedynczych cenzurek... Przenosimy się w czasie i przestrzeni na drugi turniej. Tu na dzień dobry mecz Ósemka Wejherowo - Novum Lublin. Ci drudzy mieli swoje kilka minut na początku trzeciej kwarty odskakując na 8 punktów przewagi, ale poza tym przeważała Ósemka. Zespół z Wejherowa to przede wszystkim obwodowy tercet - Patryk Szymański, Bartłomiej Bichowski, Piotr Podbielski. Wszyscy rzucający chętnie z daleka, dobrze panujący nad piłką, dużo widzący na boisku. Umiejętność znalezienia wolnego partnera była dużym atutem ich zespołu. Na dodatek na tle wspomnianego tercetu obwodowi gracze z Lublina prezentowali się jak chucherka. Drobni Kamil Krzeszowski, Michał Ogórek i Michael Gospodarek nasłuchali się mnóstwo uwag od trenera. Dodajmy - od wrzeszczącego trenera. Doprawdy Andrej Urlep z Tomasem Pacesasem mogliby wiele się od niego nauczyć w tej kwestii. Szkoda tylko, że skutkowało to spuszczonymi głowami i trzęsacymi się rękami. Większość dobra w grze Novum brało się z tego, że mieli całkiem przyzwoitych wysokich, a przede wszystkim Mateusza Wiśniewskiego, który zdominował tablice. Rywale mogli mu przeciwstawić tylko misiowatego i dość niskiego Michała Grzelaka. Swoją drogą, czy w każdym zespole musi być jeden misiowaty? Wracając do Wiśniewskiego - wszystko było ok do czasu, gdy dostał w kluczowej chwili w ostatniej minucie cztery osobiste w ciągu kilku sekund. I spudłował wszystkie. Niejako na deser rywalizacja Polonii Warszawa z Turowem Zgorzelec. Tu naprzeciw siebie stanęli koszykarze znani nie tylko na juniorskich parkietach, czyli Marcin Nowakowski i Sebastian Szymański. Zacznę od tego pierwszego, którego mogłem porównać z ubiegłorocznymi występami jeszcze w UMKS Kielce. W stylu gry się nie zmienił, chociaż wydawało mi się, iż mniej panował nad zespołem. Może to dlatego, że koledzy nieco lepsi niż wtedy. Postęp jest, chociaż za często zdarzają się idiotyczne decyzje. Tak jak na parkietach PLK brakuje mu często odwagi, tak tutaj miewa jej za dużo. Dwa ofensy w pół minuty po penetracjach w tłok to przesada. Chyba trochę gorzej rzuca - na co zresztą wyglądało także w PLK. Ale nadal na szczęście jest ten błysk w niektórych podaniach. Osobiście mam słabość do mistrzów asyst, więc za karierę Nowakowskiego ściskam po cichu kciuki. Jego vis-a-vis w tym meczu podawał rzadko. Sebastian Szymański to zawodnik, przez którego przechodziły wszystkie akcje Turowa. Zdobył 43 punkty na niezłej skuteczności (13/27 z gry), ale mam wrażenie, że zespół za bardzo uzależnił się od niego w tym spotkaniu. Dzień wcześniej oddał tylko 18 rzutów, Wojciech Leszczyński (rocznik 1992) 11, a Oskar Bukowiecki 14. Teraz ta dwójka miała odpowiednio 6 i 3, a 8 razy próbował Sebastian Kapias. Udało się raz. Szymański tak zdominował kolegów, że w ich poczynaniach nie było widać pewności. Tak jakby bali się rzucać. A sam Szymański? Indywidualnie duże umiejętności. Ballhandling, rzut w zaskakującym momencie (czasami aż do przesady), penetracja, umiejętność wymuszania fauli - wszystko jak na niespełna 18-latka na niespotykanie wysokim poziomie. Organizacja gry - średnia. Ale to taki undersized shooting guard. Tutaj często musiał "rozgrywać". Oczywiście pisząc o nim pozytywnie nie odkrywam tu Ameryki, bo od dawna wiemy, że Szymański to wieeelki talent. Może czas, żeby zaczął coś znaczyć w seniorskim graniu. Były próby wypuszczania go w Turowie i nie wcale nie wypadał gorzej niż Bartosz Bochno. Poza pojedynkiem Nowakowski - Szymański byli też inni. Po stronie zgorzeleckiej niewiele, tak jak napisałem, mieli do powiedzenia. Ale warto wyróżnić Leszczyńskiego, który jednak ma amerykańską manierę wykonywania dryblingu bez żadnej korzyści. I warto wspomnieć o środkowym Tomaszu Bodzińskim. Ma wzrost i gdy dostanie piłkę, umie coś z nią zrobić. Tylko czemu tak rzadko ją dostaje? A po stronie warszawskiej dwa nazwiska wyróżniające się umiejętnościami, ale jakże różne w odbiorze. Jan Pawlak i Alan Czujkowski. Pierwszy to boiskowy "ciułacz" bez fajerwerków (wsad z kontry się nie liczy), który w ten sposób uciułał 22 punkty i 14 zbiórek. A na dodatek świetny clutch player - trafiał właśnie wtedy, gdy Turów doganiał. Bardzo podoba mi się u niego umiejętność zdobywania punktów na różne sposoby. Tego nie można powiedzieć o Czujkowskim, który bazuje głównie na rzucie. Przyznaję, że całkiem niezłym. Ale tu pochwały się kończą. Najpierw pozwolę sobie przypomnieć wpis sprzed roku "A wspomniany Czujkowski to zresztą osobny temat - rzucił sporo punktów w drugiej połowie (19) walcząc do samego końca o jak najlepszy wynik (liczą się małe punkty więc słusznie i brawo), tyle, że momentami (może nawet przez większość czasu) zapominał o kolegach, co właśnie w końcówce było najlepiej widoczne, gdy próbował praktycznie sam rozegrać każdą akcję, gdy dostał piłkę. I na dodatek nie zawsze w mądry sposób czasem pakując się prosto w trzech rywali. Cóż - osobiście spodziewałem się po tym zawodniku nieco więcej i nieco mądrzejszej gry tym bardziej, że ma za sobą (jako jedyny w całym tym turnieju) cały sezon w dość ważnej roli na parkietach II ligi w barwach OSSM Warszawa. On chyba też nie był zadowolony z siebie, bo na koniec meczu rozwalił krzesło... Pozostawię to bez komentarza" Trochę się w tej kwestii zmieniło. Tylko trochę. Tym razem nie kończył wszystkiego sam (bo lepsi partnerzy?). Trafiał często. Ale co z tego, skoro widać po nim, że nie ma głowy do grania w koszykówkę na dłuższą metę. Zaznaczam, że to moja subiektywna opinia. Ale co pomyśleć jeśli zawodnik w momencie, gdy jego zespół rozgrywa akcję podbiega do kolegi, by przybić mu koniecznie piątkę gratulując zbiórki w ataku. Coś z nim jest nie tak... Za kilka godzin kończymy walkę na Konwiktorskiej. Polonia ma prawie pewny awans. Prawie, bo jeśli przegra z Ósemką 17-ma punktami to jest za burtą. Szczerze przyznam, że raczej będe sprzyjał tym drugim.
sobota, 14 lutego 2009
Ćwiartka dwudziestolatka - vol. I
Tak jak w zeszłym roku tak i w tym nie omijam oczywiście juniorskich mistrzostw kraju. W ten weekend ćwierćfinały juniorów starszych, w tym dwa turnieje w Warszawie, na których mam/będę miał przyjemność być. Wczoraj "zaliczyłem" tylko jedno spotkanie - Polonii 2011 Warszawa z Wisłą Kraków. Bardzo jednostronne. Polonia wygrała 97:42, więc niewiele można powiedzieć o obu drużynach. Ale parę uwag jednak się znajdzie. Przede wszystkim warszawiacy (nazwijmy tak umownie tą ogólnopolską zbieraninę) są bardzo pewni siebie. To nie dziwi, bo mając na obwodzie takich graczy jak Tomasz Śnieg i Piotr Pamuła, w końcu podstawowych koszykarzy lidera I ligi, mają ku temu podstawy. Pytanie tylko czy ta pewność ich nie zgubi, gdy po meczach do jednego kosza ktoś się im postawi. Na razie Wisła postawiła się tylko w pierwszej kwarcie, ale na parkiet wszedł przyglądający się wszystkiemu z boku Śnieg i załatwił sprawę. W jego grze - mimo, że to spotkanie bez historii - widać postęp. Przede wszystkim nie boi się rzucać. Pamiętam jak na początku swojej przygody z P2011 praktycznie nie groził trafieniem z dalszej odległości. Teraz robi to często i chętnie. Jeszcze chętniej rzucał Pamuła, chociaż tym razem nic nie trafiał. Ale niespełna 19-latek to materiał na klasowego zawodnika. Tym bardziej, że ponoć z głową u niego wszystko w porządku (w przeciwieństwie do kolegi z seniorów Dardana Berishy, ale to już inny temat). Pod koszem też jest w P2011 spory wybór - Krzysztof Sulima, Roman Szymański, Patryk Pełka. I jest przede wszystkim Jarosław Mokros. Kolejny meeeegatalent. Niezwykle skoczny i dynamiczny. Kandydat na dobrą, co najmniej ekstraligową, "trójkę". Zobaczymy jak dzisiaj w meczu o 1. miejsce wszyscy oni zagrają z MSZS Kutno. Obawiam się, że znów będzie jednostronnie. A Wisła? Widziałem ich rok temu i skład trochę zmienił. Jedni się postarzeli, inni odeszli (w różnych okolicznościach), inni przyszli. Teraz ton zespołowi nadaje duet Jarosław Dudek (na oko ze 170 cm) / Przemysław Urbanek (undersized podkoszowy). Ze "starej" gwardii przebija się właściwie tylko Konrad Pilch, urodzony strzelec z dystansu. W jego grze nic się nie zmieniło. Nadal tylko rzuca, rzuca i rzuca. Z trafianiem, tak jak było, jest różnie. A przecież rok, co widać na przykładzie Śniega, to sporo czasu, by popracować nad różnymi elementami koszykarskiego wyszkolenia... Zresztą Wisła jako całość prezentuje się duuużo gorzej niż 12 miesięcy wcześniej. Słabszy rocznik? Kolejny wpis dzisiaj późnym wieczorem - po obu warszawskich turniejach. Kilka ciekawych nazwisk do zobaczenia przy Konwiktorskiej - Sebastian Szymański, Marcin Nowakowski, Bartłomiej Bichowski. I pozwolę sobie też na wspomnienie tych, o których dobrze pisałem rok temu. Wszystkie wyniku tu, tu i tu. A terminarz tu. One Durant show
Krótko. Weekendu Gwiazd NBA dzień pierwszy za nami. Na dzień dobry było starcie pierwszoroczniaków z drugoroczniakami. Starali się wszyscy, ale jeden człowiek przerósł wszystkich. Kevin Durant. Najlepszy występ w historii tego typu meczów. 46 punktów (17/25 z gry), 7 zbiórek, 4 asysty. Dzięki niemu Sophomores wygrali 122:116. Właściwie tylko dzięki niemu, bo przez większość czasu przeważali Rookies, ale Durant sam odrobił straty, sam "odskoczył" od rywala i sam przypieczętował sukces w końcówce, gdy Rookies próbowali dojść. Skrót z meczu Dzisiaj konkurs wsadów. Informacja spod lady - Rudy Fernandez szykuje jakieś piłkarskie sztuczki. Ponoć. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||